Stres- jak sobie z nim radzić?

Stres, jak sobie z nim radzić?

Wpisując to to zapytanie w wyszukiwarkę w sumie otrzymujesz w odpowiedzi gotowe recepty, podpowiedzi, porady. Kupujesz kursy, warsztaty, czytasz mnóstwo książek, artykułów i… nic. Nadal czujesz niepokój, lęk, czasem wewnętrzny paraliż. Dlaczego tak się dzieje?

To, że żyjemy w ciekawych (czyt. trudnych) czasach jest oczywiste. Wcześniej zmagaliśmy się z pandemią a obecnie z wojną. Media przepełnione są sondażami, reportażami, newsami, zapowiedziami kolejnych kryzysów i apokalipsy. Do tego dochodzi polityka, podziały i przemoc werbalna i pozawerbalna. Poziom stresu sięga zenitu. Mówi się, że najpierw było słowo, które ciałem się stało. Nie zamierzam Cię ewangelizować, bo sama jestem na to odporna jednak zgadzam się z tym zdaniem.

Na przykład, jeśli powiem, że wojny nie ma, to jej nie ma naprawdę, albo że teraz jesteś szczęśliwa i spokojna to tak jest?

Nie, tak to nie działa. Wszystko jest procesem, a nie zestawem gotowych do użycia czarów i zaklęć. Aby słowo działało na nasz użytek musi mieć adekwatny kontekst: ładunek emocjonalny, intencję, wybrzmieć w odpowiednim kodzie (język, slang, tonacja) odbiorcy. Warto mieć świadomość kim jest nasz rozmówca, jakie będą skutki wypowiedzianych lub odebranych słów. Warto być świadomą swoich intencji, wartości, granic.

Czyż nie masz tak, że raz wypowiedziane w Twoim kierunku okrutne słowo zakotwiczyło na zawsze w Twojej głowie i na samo wspomnienie boli jak cholera, czujesz ścisk w żołądku, pojawia się stres, wszystko Cię boli, (psychosomatyka), chce Ci się płakać, schować w kącie lub na odwrót rodzi w Tobie agresję?

To jest dowód na to, że słowo ma konkretną moc sprawczą, determinuje wiele emocji w Twoim życiu i z pewnością ma wpływ na to jaki poziom ma stres bądź szczęście. Tymczasem dochodzimy tu do słynnej, przegadanej komunikacji.

Często słyszę: „no tak, komunikacja nawaliła” i widzę rozłożone w bezradności ręce. Z dużą swobodą zganiamy wszystkie niepowodzenia na tę słynną, wredną, w gruncie rzeczy abstrakcyjną komunikację. Gdy więc drążę dalej, dopytuję co konkretne w tym procesie nie zadziałało, to rzadko kto jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Mamy więc taki oto paradaoks. Wszyscy od narodzin jesteśmy w permanentnym procesie komunikacji ze światem i sobą, a mało kto ma świadomość jak to działa.

Skoro już wiesz, że od słów zaczyna się Twój świat to pójdźmy dalej. Istotnie, jeśli masz świadomość, jak słowa i treści, które do Ciebie docierają wpływają w konkretny sposób na Twoje ciało i umysł, oznacza to, że możesz mieć realny wpływ na poziom stresu w Twoim życiu, niekoniecznie uciekając się do farmakologii (nie piszę o zdiagnozowanych zaburzeniach emocjonalnych, w takich sytuacjach zawsze odsyłam do specjalistów). Zanim jednak pomyślisz, że stres i Twoje samopoczucie są wynikiem poważnej choroby lub innych zaburzeń, warto przeanalizować właśnie komunikację w otoczeniu.

Pierwszym poziomem analizy jest komunikacja INTRAPERSONALNA. To nic innego jak pogaduchy ze sobą. Jest to fundamentalny poziom w tzw. piramidzie komunikacji. Jeśli na tym etapie nie pogadasz ze sobą z szacunkiem, szczerze i czegoś nie ustalisz, to z otoczeniem też się nie dogadasz.

Mam dla Ciebie proste ćwiczenie.

Spójrz w lustro a dokładniej sobie w oczy i powiedz do siebie to co często przychodzi Ci na myśl, zwłaszcza w trudnych momentach:

  • NIE UDA SIĘ! NIE DASZ RADY!
  • JESTES BEZNADZIEJNA!
  • NIE MASZ SZANS!
  • NIE ZASŁUGUJESZ NA TO!
  • TWOJE ŻYCIE NIE MA SENSU!
  • NIE NADAJESZ SIĘ!
  • WIECZNIE JAKIŚ PROBLEM!

A teraz na początku każdego zdania dodaj: mamo, tato, córko, synu, żono, mężu, kochanie.

Co poczułaś? Smutek, lęk, wstyd, wkurw? Czy teraz rozumiesz? To przemoc, która rodzi stres.

Jesteś dla siebie najbliższą osobą. Dlaczego więc tak do siebie mówisz, ranisz się, krytykujesz, oceniasz, jesteś tak bardzo bezwględna? Może Ci się to nie spodobać, bo najczęściej szukamy przyczyn naszych nieszczęść na zewnątrz ale to jest Twoje pierwsze źródło stresu. To dlatego tak szybko się odpalamy, bo nieświadomie sami źle o sobie myślimy. Spokojnie, nauczysz się tego, jednak chcę żebyś wiedziała, że jest to proces więc bądź cierpliwa i wyrozumiała dla siebie. Na początek naucz się zauważać, wyłapywać te sowa i myśli. Potem zrobisz z nimi porządek.

Nazywam to dietą umysłu, nie karmisz się negatywnie wpływającymi na Ciebie myślami, słowami, formułkami choć to kuszące, bo pielęgnowane od dziecka  wrosło w Twoje DNA. Gwarantuję, że zaliczysz niejedną wpadkę, wtedy się przytul i powiedz sobie „okej! jutro też jest dzień”. Nie linczuj się, bo wrócisz do punktu wyjścia, a tego nie chcemy. Wiedz, że jeśli całe życie nieświadomie raniłaś się myślami, to teraz musi upłynąć trochę czasu aby zmienić te nawyki, podejdź do tego pragmatycznie i nastaw się na dłuższy czas pracy ze sobą.

JESTEM ZAINTERESOWANA!

Drugi poziom do przemyśleń to komunikacja INTERPERSONALNA czyli… z drugim człowiekiem.

Podsumowując, gdy już dogadasz się ze sobą, zaczniesz świadomie obserwować siebie w procesie komunikacji z drugim człowiekiem. Z czasem wyłapiesz słowa i treści, które źle na Ciebie wpływają i świadomie zaczniesz je eliminować ze swojego życia. Oczywiście, nie wszystko da się „usunąć” od razu, bo np. jesteś w bliskiej lub zawodowej relacji z przemocowcem, komunikacyjnym szakalem TUTAJ o nim dowiesz się więcej (toksyczny szef, partner, inna bliska osoba) jednak już sama świadomość, że to dostrzegasz, że możesz świadomie zareagować, daje Ci moc i poczucie sprawczości. Co się wtedy dzieje? Podnosisz poziom szczęścia kosztem poziomu stresu. Czysty zysk!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.