Miłość. Czy aby kochać w pełni musimy rezygnować z siebie?

Miłość często jest dla nas synonimem poświęcenia, oddania, cierpienia, rezygnacji z siebie, czasem jak w przypadku młodego Wertera oznacza ból istnienia (weltschmertz), odrzucenie, samotność wśród tłumu, obłąkanie, zazdrość, porzucenie. 

A co gdybyśmy od nowa przemyśleli jak chcemy definiować miłość? Co by znalazło się w tej definicji? Z jakich słów, emocji zbudowalibyśmy miłość przyszłości?

Ja mam swoją propozycję. Buduję ją i uzupełniam od lat. Dlaczego buntuję się przeciw martyrologii miłości? Każde poświęcenie i cierpienie jest kosztem. Bez względu na to czy to cierpię ja czy ktoś inny. Mówi się, że za wszystko trzeba zapłacić w swoim życiu. więc ja uczciwie zapłacę i poproszę o uczciwą zapłatę ale niech to nie będzie cierpienie. Dlatego wpisała w swój klucz do szczęścia, spełnienia i mądrej miłości trzy słowa #empatia, #asertywność i #spójność. 

#Empatia. 

To gotowość do pochylenia się nad cudzymi wartościami, uczuciami i aktualnymi przeżyciami. Marshall B. Rosenberg mówi o niej jako o „pełnym szacunku rozumieniu cudzych doświadczeń”. Definiowana jest jako emocja i jako umiejetność społeczna w zależności od perspektywy badawczej. To słowo klucz, otwierające wrota do wszelkich dobrodziejstw życia. Badania psychologa osobowości, który w pedagogice i psychoterapii dokonał znaczących ustaleń dotyczących empatii, Carla Rogersa, mentora Rosenberga wskazują, że empatię można wytrenować w każdym wieku. Jest jednak warunek.

Musimy jej doświadczać. Przebywać w otoczeniu, które obdarowuje nas empatią. Według badaczy empatia nie jest tożsama ze współczuciem. Eksperci przyznają, że są to dwa różne pojęcia. Jak to możliwe? To proste. Współczucie to próba odczuwania tego samego co druga osoba. Myślę, że nie da się nikomu tak na 100% współczuć, bo nie jesteśmy w stanie czuć dokładnie tego samego. Kiedy próbujemy współodczuwać to skupiamy uwagę na tym co czujemy my a nie druga osoba.

Odbieramy wszystko przez osobisty kod historyczny, mentalny, kulturowy, doświadczenia osobiste, otoczenie, w którym wrastamy.  To wszystko powoduje, że podobne wydarzenia np zdradę, śmierć bliskiej osoby przeżywamy po swojemu.

Jesteśmy wychowywani by współczuć. Nikt nam jednak nie tłumaczy co to dokładnie znaczy. Robimy to jak potrafimy najlepiej ale czy jesteśmy naprawdę uważni na kogoś czy jedynie przyjmujemy taką postawę by nie zranić, bo wypada? Wtedy przecież działamy podświadomie wbrew sobie. Czy gdy mówimy „wiem co czujesz” nie mijamy nieświadomie się z prawdą? Każdy smutek jest inny. Skąd mogę wiedzieć jak i co ktoś czuje? Smutek a smutek?

Empatia jest uważnym byciem przy kimś i jego uczuciach. Obdarzaniem drugiej osoby swoją pełną uwagą i obecnością. Wolę empatię choć często wiem, że ktoś wolałby abym wykazała się postawą współczującą. Czasem nie mówię nic i podejmuję rolę, a czasem jeśli widzę grunt tłumaczę, że się nie da. Bo czy w ogóle mogę znaleźć dosłownie się w Twojej skórze?- odpowiadam – Nawet jeśli w tym pomogą mi  neurony lustrzane, zupełnie inaczej będę czuć, na co innego zwracać uwagę. 

Zamiast więc próbować przeżyć czyjeś emocje, wolę być obok, w gotowości by pomóc na tyle na ile mogę i potrafię. Jest to po prostu zdrowsze dla obu stron. Nie zatracam się w nie swoich emocjach, nie biorę za nie odpowiedzialności, nie mam wyrzutów sumienia, że nie mogę nic z tym zrobić ale stoję obok i w razie potrzeby przytulam, działam, milczę przyjaźnie. To jest dla mnie prawdziwa miłość, w której nie zatracam siebie, a jednocześnie jestem dla kogoś. 

#Asertywność 

Jest często mylona z tupetem, bezczelnością, brakiem taktu. Podczas konsultacji czasem partner żali się, że małżonka jest bezczelna, „stawia się”. Gdy badamy sytuację często okazuje się, że nieumiejętnie wyrażamy swoje obawy, definiujemy potrzeby, do tego używamy naszych emocji jak pocisków. To dlatego tak doceniam empatyczną asertywność jako skuteczne narzędzie służące stawianiu granic dla nas nieprzekraczalnych. Co się dzieje gdy zostaną przekroczone.

Poniesiemy koszt rezygnacji z siebie, co może skutkować m.in unieszczęśliwieniem, frustracją. Dlatego warto, a nawet należy poznać swoje granice. Rozrysować sobie je w głowie lub na kartach osobistego notatnika. Wówczas zrozumiemy dlaczego w pewnych sytuacjach czujemy lęk, dyskomfort, objawy somatyczne np. ścisk żołądka, mdłości czy skurcze mięśni. To sygnał, że ktoś przekracza naszą czerwona linię. Wtedy właśnie włączam guzik: asertywność w połączeniu z szacunkiem dla drugiej strony.

#Spójność inaczej koherencja, integralność. 

Kiedyś usłyszałam zarzut od koleżanki, że nie jestem spójna. Poczułam się urażona ale z czasem zrozumiałam, że tak było. Byłam niespójna. Chciałam mieć ciastko i zjeść ciastko. Chciałam tak po ludzku uszczęśliwiać ją jednocześnie rezygnując z siebie. Doprowadzało mnie to do nieświadomie tłumionego szału.

Podobnie jest w związkach. Na dłuższą metę nie da rady. To znaczy da ale wiadomo jak to wygląda i się kończy. Nie da się zrezygnować z siebie bez kosztów. Tym kosztem jest właśnie niespójność, rozdwojenie jaźni, utracenie poczucia własnej wartości, zagubienie, poczucie niepokoju, wewnętrznego niezrozumienia, pretensja do świata, otoczenia, obwinianie najbliższych za to co czujemy, a przecież tak na zdrowy rozum, jak ktoś może być odpowiedzialny z mojee uczcie i emocje?

To po prostu nielogiczne. Bycie spójnym to bycie wiernym sobie ale znów z szacunkiem dla drugiej osoby.

Mój prezent dla Ciebie na Walentynki <3

Te trzy słowa empatia, asertywność i spójność są moimi drogowskazami w komunikacji, budowaniu relacji, szczęścia i spełnieniu w związku. Nie jest łatwo, bo przecież lektury szkolne, kody kulturowe, uwarunkowania rodzinne tatuują w naszych umysłach gotowce, wzorce postaw, emocji i uczuć w relacjach z drugim człowiekiem, miłości. Warto jednak się zbuntować, nawet runąć by na nowo zdefiniować swoje szczęście. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.