Tradycyjne świąteczne spory? Nie przekonywanie na siłę do swoich racji jest kluczem do spokojnych świąt

Do tekstu natchnęły mnie rozmowy ze studentami podczas zajęć z komunikacji społecznej i międzykulturowych różnic w biznesie. Rozmawialiśmy m.in o tradycjach i ich roli w naszym życiu. Kto oglądał polski film kultowy „Miś” ten uśmiecha się na słowo TRADYCJA.

Według PWN tradycja to „ogół obyczajów, norm, poglądów, zachowań itp. właściwych jakiejś grupie społecznej, przekazywanych z pokolenia na pokolenie; też: ciągłość tych obyczajów, norm, poglądów lub zachowań”

Mnie tradycja kojarzy się z pewnego rodzaju harmonogramem, regulatorem życia. Jest kodem kulturowym, który zwalnia nas z myślenia i stawiania pytania: dlaczego? Skupiamy się raczej na tym: jak? i co?  Czymś, co pomaga lub czasem przeszkadza, poukładać sobie dzień, tydzień, miesiąc, rok ale także światopogląd, wartości, definiuje też rodzinę. Co jednak jeśli te wartości należy zwalidować na potrzeby zmieniającego się świata?

Wyniki badań i teoria postmaterializmu profesora Ronalda F. Ingleharta mocno weryfikują nasze postrzeganie i permanentne pielęgnowanie wartości bazowych i peryferyjnych. W  książce The Silent Revolution, w oparciu o przeprowadzone w 1970 roku badania sześciu społeczeństw – Niemiec Zachodnich, Holandii, Belgii, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch profesor wykazał coś ciekawego.  Mianowicie, wartości starszych generacji (powojennych) były częściej materialistyczne. Czyli: bezpieczeństwo ekonomiczne, wzrost gospodarczy, prawo i porządek), młodsze pokolenia ( nie doświadczające już tak skutków wojny) zaś w większym stopniu wykazywały wartości postmaterialistyczne – wolność słowa, możliwość wpływu na decyzje władz. Naukowiec jednak zastanawiał się czy te wartości zmieniają się wraz z wiekiem w danym pokoleniu, innymi słowy czy na starość wracamy do wartości  tradycyjnych?

Jednym z wniosków z kolejnych badań analiz było dowiedzenie, że wartości postmaterialistyczne nie zanikają wraz z wiekiem.

Trzy ważne wnioski z badania:

  1. Wartości społeczeństw wraz z upływem czasu zmieniają się.
  2. Przemiana zachodzi powoli i  jest następstwem rozwoju cywilizacyjnego.
  3. Przemiana zachodzi w przewidywalnym kierunku.

źródło: Wykład SWPS Paweł Zdziech: Employer branding a różnice kulturowe.

(Bardzo polecam wysłuchanie całego wykładu tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=StXf12Ov0Tc)

Zatem im bardziej świadome, wyedukowane, rozwinięte cywilizacyjno, gospodarczo, materialnie społeczeństwo, tym częściej bez względu na wiek skłaniamy się ku wartościom: autoekspresji, równości, wolności słowa, ekologii, społecznej odpowiedzialności wobec otoczenia, duchowości ale w wymiarze rozumienia siebie, swoich emocji, wiary w sposób świadomy, nie wierzymy „ślepo”, raczej chcemy rozumieć. Czy coś Wam to przypomina? Zdaje się, że jesteśmy właśnie w tym punkcie.

Równouprawnienie płci a zmiana kulturowa

Jest jeszcze jedna pozycja autorstwa Ronalda Ingleharta, do której warto zajrzeć. Książka Rising Tide: Gender Equality and Cultural Change Around the World wydana została w 2003 roku,  współautorką jest Pippa Norris. W wyniku serii badań  w latach 1981–2001, obejmujących także  Iran, Wietnam, Maroko, czy Zimbabwe – autorzy podejmują się wyjaśnienia fenomenu redefiniowania postaw dotyczących równości płci na świecie.

Wnioski:

  1. Proces modernizacji społeczeństw ma bezpośredni wpływ na wzrost znaczenia postaw i wartości egalitarnych.
  2. Obserwacja przechodzenia od społeczeństw agrarnych do społeczeństw przemysłowych, z malejącymi współczynnikami dzietności, rosnącym udziałem kobiet wśród ogółu pracujących, czy większą powszechnością edukacji.
  3. Obserwacja przechodzenie od społeczeństw przemysłowych do postindustrialnych, czemu towarzyszy wzrost równości płci w sferze publicznej oraz w miejscu pracy. Procesy modernizacji i industrializacji, zwłaszcza towarzysząca im przemiana kulturowa, prowadzą – w skali świata – do większego egalitaryzmu płciowego w różnych obszarach.

Dlaczego piszę o tym w kontekście tradycji?

Ano dlatego, że jak na początku wspomniałam, wiąże się ona bezpośrednio z naszymi systemami wartości i sposobami czczenia, świętowania wierności tymże. Z moich obserwacji i rozmów w sferze zawodowej i prywatnej wynika, że coraz śmielej redefiniujemy chociażby rodzinę, podejmujemy dyskusję na temat społecznych ról wynikających z tradycji. Podejmujemy się tworzenia własnych tradycji, będących często z natury rzeczy w kontrze do tych wynikających z naszej historii, religii.

Tradycja od wielu pokoleń definiuje role kobiety i mężczyzny w społecznościach, z którymi dziś się przecież przestajemy godzić. Widocznym symbolem społecznej przemiany wobec tradycji niech będzie karp, którego na stole wigilijnym wymieniamy na sushi i łososia oraz … nowa definicja rodziny, w której dziś częściej widzimy osoby bliskie lecz… niespokrewnione. Spędzamy z nimi święta, bo ich kochamy, doceniamy to jak się z nimi czujemy, jak wpływają na nasze życie, jak bardzo nam z nimi dobrze. Nie chcemy już ze względu na tradycję oglądać pijanych wujków, słuchać wyrzutów rodziców wypytujących kiedy w końcu będą dzieci, dlaczego jeszcze nie masz żony/ męża. Nie możemy być sobą i przedstawić partnera tej samej płci czy powiedzieć bez skutków ubocznych, że nie chcemy mieć dzieci. Chcemy by tradycja była dla nas a nie my dla niej. Czy to źle?

„Tradycyjny dziadek” powie, że łamiemy mu serce…

bo nie doceniamy jak bardzo się starał abyśmy mogli żyć w obecnym dobrobycie. To dzięki niemu mamy dziś dobrze. I tak rzeczywiście w pewnym sensie jest. Jak to pogodzić? Jak nie zranić członków rodziny, a zarazem żyć w swoim rozumieniu tradycyjnych wartości, w zgodzie ze sobą? Tradycja jest wytworem kultury. Kodem kulturowym, który mamy w swoim DNA. Na myśl o niej często robi nam się ciepło w sercu, bo przecież wzrastaliśmy w niej wsród pachnących choinek, różowo świecących lampek, zapachu pierogów z kapustą i grzybami i karpia po żydowsku, kuchennego gwaru.  Zamiast z nią walczyć warto podjąć próbę empatycznego i zarazem asertywnego uczestniczenia w niej na ile jest to możliwe, by nie przekroczyć swoich granic, swoich wartości brzegowych. Wartości są nienegocjowalne. Dlatego niebezpiecznie jest dyskutować o tym czyje są ważniejsze i kto ma rację. W zamian proponuję metodę: zbuduj pomost/ tęczę, którą polecam w pracy z konfliktem wartości.

Szczera oparta na szacunku rozmowa o faktach bez oceny, emocjach, potrzebach, a na koniec znalezienie wspólnego mianownika który nas łączy, a nie dzieli. Nie przekonywanie na siłę do swoich racji jest kluczem do spokojnych świąt. Jeśli pizza na stole wigilijnym i piwo ale za to z ukochaną osobą jest właśnie Twoim sposobem na spędzenie świąt, tak zrób. To nie egoizm ale zwrócenie się ku sobie, by być spójnym nie tylko na co dzień ale i od święta.

Dobrych spokojnych, empatycznych świąt!

Jeśli chcesz żyć w zgodzie ze sobą  bez hejtu i przemocy koniecznie przeczytaj moją książkę  🙂

Ściskam Cię

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.