Wypalenie zawodowe to nie hasełko, ale rzeczywistość. To ważne, by się wspierać, bo zawód nauczyciela nie jest łatwy – rozmowa z Urszulą Pańką dyrektor Zachodniopomorskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli.

Szczecińska radna, dyrektor Zachodniopomorskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli ZCDN , żona, mama, babcia. Rozmawiamy o niej samej, kobiecości, macierzyństwie, poświęceniu, partnerstwie, byciu nauczycielką i kreatorką współczesnej wizji nauczania. Przyznam, że szłam na spotkanie z pewnym wyobrażeniem. Musi być twarda, trochę nieprzystępna, oficjalna – myślałam. Po rozmowie wiem, że jest normalną kobietą, doświadczoną nauczycielką, mądrą i skuteczną zarządczynią, ale przy tym ciepłą osobą. Cukrzenie? Same oceńcie. Zapraszam do rozmowy z Urszulą Pańką

Agata Baryła: Pani dyrektor zarządza Pani dużą placówką, jedną z większych tego typu w województwie. Kształci Pani nauczycieli, którzy z kolei uczą dzieci i rodziców. Jakie były początki?

Urszula Pańka: Po zakończeniu studiów rozpoczęłam pracę w branży zupełnie niezwiązanej z edukacją. To czym się zajmowałam, bliższe było temu, co dzisiaj określamy szerokim pojęciem IT. Kiedy poznałam mojego męża i wspólnie postanowiliśmy, że stworzymy dużą rodzinę. Pomyślałam wówczas, że nic tak dobrze nie współgra z sympatią i miłością do dzieci, jak praca w edukacji. Pozostało przekonać się, czy sprawdzę się jako nauczycielka. Pierwsze doświadczenia zdobywałam, ucząc matematyki w ramach umowy na zastępstwo. Właśnie wtedy przekonałam się jak ogromna jest różnica między pracą z maszyną, a pracą z ludźmi. Nauczanie to ogromna odpowiedzialność, dlatego – choć wiem, że nie brzmi to oryginalnie – muszę powiedzieć, że by wykonywać ten zawód, trzeba mieć prawdziwe powołanie. Nie łatwo je w sobie odnaleźć. Nauczyciel, to człowiek, w którego ręce oddaje się dzieci. Szkolna codzienność to nie tylko nauczanie przedmiotu, ale przede wszystkim praca nad rozwojem człowieka. Przekonałam się, że mogę to robić, praca ta daje mi bardzo dużo satysfakcji, podjęłam zatem to wyzwanie. Jako matematyczka pracowałam 17 lat. Przez wiele lat opiekowałam się również samorządem uczniowskim. W jednym miejscu pełniłam różne funkcje. Pracowałam w jednej ze szkół w szczecińskiej dzielnicy Gumieńce. Po 20 latach pracy dydaktycznej zdecydowałam, że czas podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Wówczas wygrałam konkurs na dyrektora szkoły podstawowej w Kołbaskowie. Najmłodsze z moich dzieci miało już kilkanaście lat, pomyślałam że mogę sobie pozwolić na to, by jeszcze więcej czasu poświęcić edukacji. Była to w pełni przemyślana, świadoma decyzja.

AB.: Tu już doszło zarządzanie zespołem profesjonalistów.

U.P.: Tak, i nie było to łatwe, bowiem zarządzałam zespołem szkół – szkołą podstawową i gimnazjum. Było to naprawdę niemałym wyzwaniem, ale podołałam, o czym świadczą kontakty, które do tej pory utrzymuję z tamtejszą kadrą pedagogiczną. Próbowałam zbudować fajny zespół. Jako dyrektor starałam się, by nauczyciele dobrze się czuli w swoim miejscu pracy a uczniowie w swojej szkole. Dobre zarządzanie czasem, jasny podział kompetencji i obowiązków oraz budowanie przyjaznej atmosfery współpracy, to kwestie, których nauczyłam się, pracując w Kołbaskowe

AB.: Działała Pani szerzej niż zakładał podstawowy nazwijmy to szablon.

U.P.: Chciałam, by ta szkoła była piękna, a ludzie zadowoleni. Miałam to szczęście, że moja koncepcja zarządzania była spójna z oczekiwaniami władz gminy, która posiadała też niemały potencjał finansowy. Dzięki temu mogłam realizować opracowaną przeze mnie i mój zespół koncepcję pracy i rozwoju szkoły.

Kolejny ważny krok w mojej działalności społecznej, to rozpoczęcie pracy w Radzie Miasta Szczecina. Jest to aktywność bardzo angażująca czasowo. Podjęłam wówczas trudną dla mnie decyzję o rezygnacji z pracy w szkole.

Myślę, że genezą tej decyzji było poczucie odpowiedzialności. Jako matematyczka nie mogłam sobie na to pozwolić na dodatkowe dni wolne i liczne nieobecności. Wiedziałam, że uczniowie nie mogą ponosić konsekwencji moich wyborów zawodowych. Swoją pracę zawsze traktowałam bardzo poważnie. Nawet wówczas, kiedy moje dzieci były malutkie i chorowały, wielokrotnie rezygnowałam ze zwolnień lekarskich.

Wiedziałam, że każda niezrealizowana lekcja odbije się negatywnym echem za kilka dni a nawet tygodni. Przedmioty egzaminacyjne są szczególnie ważne, bo wszyscy – tak nauczyciele jak i uczniowie – są rozliczani z poprawnego przebiegu procesu nauczania. Uważam jednak, że każdy nauczyciel, bez względu na obszar, w którym pracuje, powinien być w pełni dyspozycyjny i unikać nieobecności. Systematyczność, przewidywalność i konsekwencja to jedne z ważniejszych komponentów procesu nauczania.

AB.: Musiała Pani wybierać między swoimi dziećmi a cudzymi?

U.P.: Można to tak ująć, choć moje wybory, jakkolwiek niełatwe w kontekście emocjonalnym, nie były tak dramatyczne. Miałam bardzo komfortową sytuację, mój mąż był nauczycielem akademickim i tryb jego pracy pozwalał pogodzić życie prywatne z zawodowym.

Zawód nauczyciela to jednak nie tylko obowiązek stawienia się do pracy. Ciągły kontakt z dziećmi, które są wymagającymi partnerami w rozmowie i każdej innej formie kontaktu mocno eksploatuje psychicznie. Trzeba umieć znaleźć w tym równowagę, bowiem może wydarzyć się tak, że przebywając całymi dniami w gronie młodych ludzi przestajemy mieć cierpliwość do swoich dzieci. To jedna z bardziej ryzykownych pułapek tego zawodu.

Kiedy patrzę na dzieciństwo córek i syna z perspektywy czasu, widzę, że czasami zdarzało mi się wpaść w tę właśnie pułapkę. Na szczęście moje dzieci to zaradni, wykształceni i szczęśliwi ludzie, z których jestem każdego dnia bardzo dumna.
Wszystkie kobiety, które realizują się zawodowo, wiedzą, że wiąże się to z wieloma dylematami. Myślę, że dotyczy to w równym stopniu mężczyzn. Budując swoją karierę, dobrze mieć oparcie w partnerze, który wspiera nas w trudnych chwilach i umie się cieszyć naszymi sukcesami. Spełnienie w życiu zawodowym, nie musi oznaczać rezygnacji z życia prywatnego. Wręcz przeciwnie, synergia obydwu sfer jest w moim mniemaniu kluczem do sukcesu.

AB.: Dobrze choć niełatwo czasem zaznaczyć granice, bo to ułatwia życie…

U.P.: Wyznaczanie granic jest bardzo ważne, ale też niezwykle trudne. Praca nauczyciela mocno dotyka każdego aspektu życia obydwu stron – ucznia wraz z jego rodziną oraz nauczyciela i jego bliskich. Stąd bardzo ważna jest jakość życia prywatnego. Ono musi nas wzmacniać, musi być dobrą podporą. Miałam to szczęście, że mój mąż również posiadał wiedzę pedagogiczną. Wspierał mnie też zawsze zdystansowanym, obiektywnym komentarzem. Problemy w zawodzie nauczyciela potrafią być naprawdę wymagające, szczególnie te wykraczające poza ściśle pojmowaną dydaktykę. Posiadanie partnera, który wysłucha, poradzi, podpowie, to naprawdę wielki skarb w tej profesji. Życie i praca zawodowa nauczyciela nieustannie się przenikają. Nawet jeśli bardzo chcielibyśmy postawić sztywne granice, nie jest to w pełni możliwe. Emocje i problemy uczniów przychodzą wraz z nauczycielem do domu. Wkraczają z pełnym impetem, wraz z zeszytami, klasówkami, nieodrobionymi lekcjami, słabymi ocenami i problemami rodzinnymi. Te ostatnie, bywają szczególnie trudne i bolesne.

AB.: To system niemiecki – raczej mało popularny w Polsce. Tamże nauczyciel ma obowiązek, by co najmniej raz w roku odwiedzić dom swego wychowanka. Musi ocenić choćby warunki socjalne.

U.P.: U nas prawo tego nie reguluje. Rodzic może nas nie wpuścić do domu i swojej sfery prywatnej. Jedyne, na co może w sytuacji takiej potrzeby liczyć nauczyciel, to dobra wola rodziny. Jestem jednak przekonana, że wiedza o tym, co dzieje się w domu, pozwoliłaby mi w wielu przypadkach pomóc uczniom w odniesieniu sukcesu edukacyjnego.

AB.: Czy nie jest tak, że nauczyciel zwyczajnie nie ma czasu, choćby chciał myśleć o takich sprawach? Ostatnimi czasy wszystko dynamicznie się zmienia, a człowiek po prostu jest zmęczony, wypalony. Jest przecież szereg innych instytucji badających sytuację w domu. Jak to jest dziś być nauczycielem? Jaki jest ideał?

U.P.: Dekadę, czy dwie temu, sytuacja wyglądała jeszcze trochę inaczej, choć również żyliśmy w biegu. Myślę jednak, że problem leży gdzie indziej – w naszej kulturze, w której przyjęte jest zamykanie rodzinnych problemów w domu. Jak już wspomniałam, życie domowe mocno wpływa na osiągnięcia dziecka, przy tym chciałabym zaznaczyć, że trudne warunki życia nie zawsze uwidaczniają się w słabszych ocenach i gorszym zachowaniu. Zmęczenie i brak czasu nie zwalniają nauczyciela z obowiązku pomocy dziecku, które pozostaje pod jego opieką naukową i pedagogiczną. Ze względu na nasze uwarunkowania kulturowe bardzo trudno jest tak naprawdę dotrzeć do rodziny. Dlatego nauczyciel musi być osobą otwartą, tolerancyjną, empatyczną i niezwykle dyskretną, a tym samym godną zaufania.

Nauczyciel musi też posiadać kompetencje sprzyjające dobrej komunikacji. Myślę, że współcześnie to właśnie otwartość na szczerą komunikację może okazać się większym problemem niż brak czasu.

W zawodzie nauczyciela zdarza się, że trzeba mocno wejść. Dlatego tak ważne w tym zawodzie jest dobre przygotowanie i weryfikacja kompetencji… Teoria nie wystarcza. Liczy się przede wszystkim praktyka. System doskonalenia nauczycieli zrezygnował w ostatnich latach z takich form, jak na przykład lekcje pokazowe. Szkoda, by było to doskonałym sposobem wzbogacania warsztatu pracy. Nauczyciel, podobnie jak lekarz, powinien obserwować jako stażysta, i uczyć się obok doświadczonego dydaktyka i mądrego pedagoga. Od kiedy pracuję w tym zawodzie zawsze przykładałam dużą wagę do planowana każdych zajęć (pisałam konspekty, przygotowywałam autorskie materiały do ćwiczeń, karty pracy). Mam wrażenie, że teraz tego typu pracę traktuje się z lekkim przymrużeniem oka a szkoda, przecież nakład pracy związany z opisaniem zajęć w w formie konspektu nigdy nie był bezcelowy szczególnie na etapie staży. Autor miał szansę przemyśleć i zaplanować każdą lekcję opiekun staży sprawdzał to i korygował. Praca z uczniem, młodym człowiekiem, czy pracownikiem, powinna być jasna, transparentna, dlatego wymaga szczególnej autorefleksji ze strony nauczyciela,trzeba się tego nauczyć. Uczeń odbiera pewne sprawy inaczej, niełatwo jest podjąć próbę oceny naszej pracy z perspektywy uczniów.

AB.: Pani chyba po prostu lubi ludzi. To klucz do sukcesu?

U.P.: Mam szczęście, że spotykam na swojej drodze przede wszystkim dobrych ludzi. Myślę, że pomaga mi to, że w życiu zawsze patrzyłam na problemy z wielu perspektyw. Edukację oglądałam niemalże symultanicznie z perspektywy nauczycielki i jednocześnie mamy, nie ignorując refleksji moich dzieci na temat szkoły. Relatywnie szybko rozpoczęłam pracę jako wicedyrektor, co dało mi dostęp do kolejnego aspekty postrzegania oświaty. Wielostronny ogląd, pomaga znaleźć konieczny dystans, przybliżający nas do obiektywizmu. Ludzie wywodzą się z różnych środowisk, kultur, to też zmienia osąd w wielu sprawach. Kiedy funkcjonujemy w innym systemie przekonań i wartości, nasze postrzeganie zmienia się diametralnie. Mam porównanie jak system edukacji funkcjonuje w Anglii. W szkole pod Londynem uczy moja córka. Z zaciekawieniem słucham o jej pracy, wyłapuję podobieństwa i różnice, to pozwala mi przyjąć kolejną – dla mnie zupełnie nową – perspektywę patrzenia na nauczanie. Nauczyciel w szkole angielskiej pracuje od godziny 8.00 do 15.30. Nasz system pozwala pracować w domu, tam jest inaczej. To ma swoje plusy i minusy. Warto jednak pamiętać, że 8 godzin dydaktycznych, to tylko cząstka pracy nauczyciela. Nie umiem jeszcze ocenić, które rozwiązanie jest lepsze.

AB.: Stereotyp myślimy, że nauczyciel nie przepracowuje się za bardzo. Nikt jednak nie patrzy na to, że nosi pracę do domu. To nie tylko kilka lekcji, ale też sprawdziany, przygotowanie do zajęć i noszenie toreb z zeszytami do sprawdzenia.

U.P.: Tak, praca nauczyciela nie zaczyna się wraz z pierwszym dzwonkiem i nie kończy się w momencie opuszczenia szkoły. To jednak powoli zaczyna dotykać wielu innych zawodów. Coraz więcej czasu poświęcamy tej sferze naszego życia. Podobnie jak w innych profesjach, że nauczyciel musi się ciągle rozwijać, doskonalić i unowocześniać swój warsztat pracy. Do tego dochodzi nadążanie za kolejnymi zmianami w systemie oświaty. To wszystko naprawdę generuje masę pracy.

AB.: Czy nauczyciele sami wychodzą z inicjatywą, a Państwo reagujecie ofertą na zapotrzebowanie? Czy obserwujecie rynek?

U. P: Oczywiście musimy obserwować tendencje na szeroko pojmowanym rynku szkoleniowym, nie tylko tym bezpośrednio związanym z oświat. Dodatkowo do realizacji pewnych celów jesteśmy zobligowani na mocy rozporządzeń i ustaw. Przede wszystkim jednak w sposób ciągły diagnozujemy potrzeby doskonaleniowe nauczycieli. Analizujemy głosy uczestników naszych szkoleń i dopasowujemy ofertę do tematów, zgłaszanych przez nauczycieli. Kwestia doskonalenia jest relatywnie swobodnie uregulowana z prawodawstwie polskim. Nauczyciel może korzystać z oferty publicznych placówek doskonaleni, uczelni wyższych czy z propozycji komercyjnych ośrodków szkoleniowych. Może też doskonalić się we własnym zakresie, np. czytając wybrane publikacje. To wszystko mocno nasila konkurencję na tym i tak niełatwym rynku.

AB.: Rynek jest bogaty w oferty… musicie więc konkurować.

U. P: Wg diagnozy z roku 2015 w naszym województwie działa 15 placówek, które prowadzą doskonalenie nauczycieli. Nie jesteśmy więc sami na rynku. Do tego dochodzą uczelnie wyższe i możliwość samodoskonalenia. Oferta jest szeroka, a aktywnych zawodowo nauczycieli nie przybywa. Ten rok jest trudny z racji wielu zmian, które zachodzą w obszarze oświaty. Nasza placówka posiada akredytację Zachodniopomorskiego Kuratora Oświaty. Jest ona swego rodzaju rekomendacją dla naszej oferty. Myślę, że wzorowo dbamy o merytorykę naszych szkoleń oraz o kulturę w kontakcie ze szkolącymi się u nas nauczycielami. W ZCDN-ie funkcjonuje też biblioteka. Kilka lat temu otworzyliśmy również bibliotekę cyfrową, gdzie dostępne są zdygitalizowane zbiory. Jesteśmy placówką, która jest otwarta na różne formy współpracy, dzięki którym zdobywamy większe doświadczenie. Nie jest to łatwe, wymaga wzmożonej pracy, ale daje ogromną satysfakcję. Staramy się realizować nie tylko podstawowe zadania w oparciu o rozporządzenia, ale kreujemy również własną ofertę. Dla mnie ważne jest, by szkolenia były utrzymane na wysokim poziomie oraz by stanowiły trafną odpowiedź na pytania stawiane przez nauczycieli. Każdego dnia poddajemy się weryfikacji naszych klientów. To niełatwe zadanie, jednak tylko dzięki głosom nauczycieli możemy się doskonalić.

AB.: Tu odbywa się też wiele spotkań kulturalnych. Udostępniacie swoją bazę?

U.P.: Jako wojewódzka placówka doskonalenia starmy się łączyć rozmaite aktywności i instytucje działające w różnych obszarach, w tym w obszarze kultury. Pomaga nam w tym obecność w naszych strukturach Biblioteki Pedagogicznej im. H. Radlińskiej. Taka jest właśnie rola bibliotek publicznych czy szerzej – wszystkich instytucji edukacyjnych.

AB.: A jak jest z dokształcaniem się nauczycieli? Obecnie niezwykle ważny stał się jest temat edukacji dotyczacej przemocy w sieci i jej zagrożeń To naturalna konsekwencja rozwoju technologicznego. Rodzice nie zdają sobie sprawy z tego co się dzieje. Jak nauczyciele postrzegają ten problem ? Czy oferujecie szkolenia również w tym obszarze?

U.P: Bezpieczeństwo jest jednym z najważniejszych tematów. Profilaktyka i edukacja w obszarze bezpieczeństwa, należą od wielu lat do kierunków realizacji polityki oświatowej państwa. Dla naszych nauczycieli są organizowane warsztaty, konferencje, spotkania. Nauczyciele nie muszą sami mierzyć się z pewnymi problemami. Cyberprzemoc jest gorącym tematem w środowisku oświatowym od wielu, wielu lat. Jest to temat niezwykle trudny bowiem zahacza o wiele wątków, m.in. takich jak: wspomniane już bezpieczeństwo, postęp technologiczny, wolność ucznia w procesie nauczania, zakres i możliwość ingerencji szkoły w życie i mienie prywatne dziecka. Staramy się jak najszerzej patrzeć na ważne zagadnienie, jakim jest cyberprzemoc i przygotowywać nauczycieli przede wszystkim do podejmowania działań prewencyjnych ale też wyposażać ich w wiedzę i kompetencje konieczne do ewentualnych interwencji.

AB.: Psychika nauczyciela nie jest “z gumy”. Oni także potrzebują zapewne wsparcia, pomocy psychologicznej.

U.P: Tak temat, który teraz pani poruszyła jest niezwykle ważny. Niestety, system oświatowy niejako zapomina o psychice nauczyciela, daje pewne propozycje, jednak nie są to działania kompleksowe. W naszej placówce staramy się stworzyć również ofertę, która pomoże nauczycielom w zmaganiu się z ich indywidualnymi problemami zawodowymi. Zapraszamy przede wszystkim na konsultacje z psychologiem, pedagogami i specjalistami w rozmaitych dziedzinach. Mamy też w swojej ofercie szereg szkoleń, skłaniających do autorefleksji i oceny kondycji psychicznej. Staramy się też podpowiadać nauczycielom, jak sobie radzić z młodzieżą, szczególnie tą stawiającą największe wyzwania. Tworzymy sieci współpracy, w ramach których nauczyciele mogą się podzielić swoimi doświadczeniami. Nauczyciele otrzymują różne formy wsparcia. Również w obrębie samego sytemu. Działają też poradnie psychologiczno-pedagogiczne, które współpracują z radami pedagogicznymi. W dzisiejszych czasach jest na pewno trudniej, bo nauczycielowi poza wieloma trudnymi sytuacjami wychowawczymi zagraża utrata pracy. Nauczyciele nie przyznają się więc, że sobie nie radzą. Nie dzielą się problemami, bo mają obawy o swój etat. Postrzegają to jako okazanie słabości. Mamy niż demograficzny, a ilość nauczycieli się nie zmniejszyła. Musimy mieć świadomość, że co najmniej od 2013 roku nieznacznie – ale stale – rośnie liczba zatrudnionych nauczycieli. Dopiero w roku szkolnym 2016/2017 nastąpiło niewielkie zahamowanie zatrudnienia.

AB.: Z czego wynikają te statystyki?

U.P.: Były rozporządzenia, na podstawie których zmniejszano ilość uczniów w klasie. Dzielono zadania, więc rosła liczba nauczycieli. Kolejnym ważnym wydarzeniem było obniżenie wieku obowiązku szkolonego.. Było dużo zmian… i o ile liczba dzieci malała, to nauczycieli nie ubywało. Specyficznymi instytucjami są np szkoły specjalne, gdzie zdarza się , że pracuje więcej nauczycieli, niż uczęszcza dzieci. Wynika to z rygorów funkcjonowania takich miejsc. Ale również takie szkoły muszą istnieć.

AB.: A może dla tych nauczycieli, którzy tracą pracę rozwiązaniem są indywidualne np toki nauczania? Jak to wygląda?

U.P.: Nauczanie indywidualne i tok nauczania indywidualnego to dwie różne kwestie. W przypadku indywidualnego nauczania dyrektor planuje takie zadania, ale tak naprawdę nie da się zaplanować choroby czy wypadku. Zdarza się również, że rodzice nie chcą oddawać dzieci do placówek specjalnych, wtedy ich rozwój wspierany jest przez nauczycieli, którzy prowadzą lekcje indywidualne. Z kolei indywidualny tok, to praca z dzieckiem na podstawie spersonalizowanego pod ucznia programu, napisanego przez nauczyciela, zatwierdzanego przez radę pedagogiczną. Z tym rodzajem organizacji pracy dydaktycznej można spotkać się w szkołach pracujących z uczniami najzdolniejszymi.

AB.: Jednak to inny komfort nauczania i uczenia się.

U.P.: To są duże możliwości i dla nauczyciel i dla dziecka. Czasem my nauczyciele i rodzice, mamy z tym problem, by iść do przodu.

Nie mogę się pogodzić z tym, że sześciolatkom cofnięto obowiązek szkolny. Mój wnuk zaczął swoją ścieżkę edukacyjną w wieku 4 lat. Mamy taki paradoks, że z jednej strony wysyła się już trzylatki do szkół, a z kolei sześciolatki zatrzymuje się w przedszkolach, bo rodzic miał do tego prawo.

AB.: Tego typu zmiany ocenimy niestety dopiero po latach…

U.P.: Zdecydowanie tak. Ale struktury, które tworzy państwo, to jedno. Z drugiej strony edukacja jest również tym, czego uczymy się od siebie – naszymi doświadczeniami. Ważne są w tym wszystkim szacunek i pokora. Zrozumienie własnych słabości.
Wypalenie zawodowe to nie nośne hasło, ale przerażająca rzeczywistość. Najważniejsze, by się wspierać, bo zawód nauczyciela nie jest łatwy.

AB.: Ludzie nie potrafią przyznać się do swej ułomności, czy błędu, by nie stracić autorytetu. To wielka mądrość przyznać się do słabości. Nauczyciele boją się tego, jak przemóc ten strach?

U.P.: Nie można się bać. Miałam taką sytuacje, że w mojej szkole nikt nie chciał wziąć udziału w lekcji z udziałem niemieckich uczniów. Barierą dla nas wszystkich była nieznajomość języka. Strach przed tym, że okażemy swoją słabość w obecności naszych uczniów. Ostatecznie zdecydowałam się poprowadzić tę lekcję. Poprosiłam ucznia o pomoc, którego pasją był język niemiecki. Okazało się, że lekcja zakończyła się ogromnym sukcesem, a mój autorytetzdecydowanie nie ucierpiał. Muszę jeszcze dodać, że uczeń, którego zaangażowałam we współprowadzenie lekcji, wcale nie był najlepszy z matematyki. Ale miał pasję, którą postanowiłam wykorzystać. O tym staram się zawsze pamiętać – każdy z nas ma jakieś zainteresowania, pasje, talenty. Sztuką jest je odnaleźć. Nie jest przecież powiedziane, że piątkowy uczeń osiągnie sukces. Różnie nasze życie się układa. Czasem ten zupełnie niewyróżniający się potrafi wyznaczyć sobie cel, do którego osiągnięcia będzie konsekwentnie dążył. Dlatego zawsze mam szacunek do ludzi, niezależnie od tego co robią i na jakim stanowisku pracują.

AB.: Panuje przekonanie, że w szkole najważniejsza jest pani woźna i pan konserwator…

U.P.: Coś w tym jest. Cierpliwość i doświadczenie tych ludzi jest niezbędne.

AB.: Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, temat Europy i tolerancji jest trudny, niewygodny. Dzieci widzą co się dzieje. Nauczyciele muszą być gotowi, otwarci. Nie każdy rodzic jest otwarty i tolerancyjny. Jak więc, czasem wbrew poglądom rodziców uczyć dobrego podejścia. Przewidujecie tematy interkulturowe?

U.P: To zdecydowanie bardzo ważny temat. Istotny z punktu widzenia życia szkoły i klasy, w której coraz częściej pojawiają się uczniowie funkcjonujący w odmiennych od naszych ramach kulturowych. Często zapomina się w dyskusji o wielokulturowości w szkole, o uczniach powracających wraz z rodzicami z emigracji. One – wychowane w innym kręgu kulturowym – również stają się Innymi w klasie. Choć muszę przyznać, że temat wielokulturowości nie jest jeszcze popularny wśród nauczycieli, to z roku na rok rośnie ranga tego tematu i dlatego w naszej ofercie zawsze są przygotowane szkolenia obejmujące ten obszar.

AB.: W Szczecinie i okolicy jest coraz więcej osób narodowości ukraińskiej i nie tylko. Nie uciekniemy od dotknięcia innych kultur…

U.P.: Żyjemy na pograniczu, siłą rzeczy będziemy stykać się z innymi kulturami. Niestety jest tak, że jedne akceptujemy chętniej niż inne. Emigranci zza naszej wschodniej granicy nie dziwią już tak mocno mieszkańców Warszawy czy Trójmiasta. Kiedy wyjedziemy poza granice naszego kraju to Londynu czy Oslo, spotkamy wielu naszych rodaków, którzy tam właśnie są Innymi. Jestem przekonana, że współczesność wymaga od przyjaznego nastawienia do takiej rzeczywistości. Sama mam czarnoskórego wnuka, więc coś o funkcjonowaniu osoby, w tym wypadku o innym kolorze skóry w naszej formacji kulturowej wiem i przyznam, że są to na równie pozytywne jak i nie zawsze przyjemne doświadczenia. Jesteśmy społeczeństwem, które trudno się otwiera na nowe kultury, które powoli uczy się wrażliwości na inność i pozytywnego podejścia do drugiego człowieka mimo jego innego akcentu czy wyglądu.

AB.: Do tego dość radykalnie wyrażamy swoje poglądy, bez względu na ich treść.

U.P.: Tu muszę przyznać, że teraz sytuacja jest dramatyczna. Zagrożenia są i będą, ale wierzyć mi się nie chce, jak młodzi ludzie szybko się zmieniają, jak są manipulowani. Musimy uczyć otwartości i racjonalnej analizy sytuacji, a nie zamykać się w ksenofobicznej siatce przekonań podszytych nierzadko agresją. Szkoła musi podjąć dyskusję o inności i zagrożeniach wynikających z różnic, trzeba to robić bardzo. Naszym priorytetem jest wychowanie do szacunku, bez względu na pochodzenie czy kolor skóry.

AB.: Czy szkoły są odpowiednio przygotowane na rozwiązanie tego problemu?

U.P.: Polskie społeczeństwo jest bardzo homogeniczne, stąd może wynikać nasz strach przed innością. Przygotowanie szkoły do zmierzenia się z odmiennością, często zależy od samych nauczycieli. W tym przypadku szkolenia nie są w stanie zbyt dużo zmienić. W trakcie warsztatów jest czas na pracę nad umiejętnościami, poszerzanie wiedzy, ale nie ma już miejsca na zmianę postaw. To jest praca domowa dla każdego nauczyciela Musimy zrozumieć, że do szkoły trafia nauczyciel, który jest ukształtowanym człowiekiem. Posiada nie tylko wiedzę, ale również bagaż doświadczeń, przekonania, nierzadko podsycane stereotypami, które wpływają na jego postawę. Otwartości nie da się nauczyć w trakcie jednego szkolenia. To proces, którego początek zawsze ma miejsce gdzieś we wczesnej młodości. Niemniej jednak nauczyciele dostrzegają potrzebę doskonalenia tych umiejętności, co mnie niezwykle cieszy.

AB.: Tak na koniec. Radna, dyrektorka, mama, babcia… Jak pani odpoczywa?

U.P.: Lubię przyrodę, ogród i ludzi. Praca mnie nie męczy. Uwielbiam góry. Pływam.

AB.: Żadnych ekstremalnych sportów?

U.P.: Nie, sporty ekstremalne mnie już nie pociągają. Wystarczającą dawkę adrenaliny dostarcza mi praca i aktywność społeczna.

AB.: Dziękuję za rozmowę

U.P Dziękuję

Rozmawiała: Agata Baryła

Opracowała: Emilia Bobak

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości:

Zachodniopomorskie Centrum
Doskonalenia Nauczycieli
ul. Gen. J. Sowińskiego 68
70-236 Szczecin

Organizacja szkoleń:
tel. 91 435 06 30
e-mail: szkolenia1@zcdn.edu.pl

Sekretariat:
tel.: 91 435 06 22
fax: 91 422 52 24
e-mail: sekretariat@zcdn.edu.pl