To w porządku, że ci się nie chce

W czasach, w których Instagram podsuwa nam sylwetki ludzi zapracowanych, wysportowanych i starannie uczesanych łatwo poczuć się jak przeciętniara, którą kręci tylko Netfix&Chill.

„Gdyby chciało mi się tak, jak mi się nie chce”
„Że ci się w ogóle chce?!”
„Brakuje mi ostatnio motywacji”

Znasz to? Ja znam. Jestem dobra w zbieranie się godzinami do roboty, dopytywanie innych, czy to na dzisiaj jest na pewno na dzisiaj, a moim ulubionym miejscem w mieszkaniu jest łóżko. Mimo to funkcjonuję i osiągam cześć założonych celów. Brak motywacji jest istotnym sygnałem, w który należy się wsłuchać, a nie problemem samym w sobie.

Po pierwsze, zaakceptuj to, że nie masz na nic/na coś ochoty. Zamiast na motywację, stawiaj na samodyscyplinę. Motywacja i inspiracja są przereklamowane, chociaż potrzebne. Większość życiowych projektów wymaga systematycznych działań rozłożonych w czasie (o błędach popełnianych podczas planowania przeczytasz tutaj). Sportowcy nie idą na trening, kiedy im się zachce, a aktorzy odbywają teatralne próby w ustalonych godzinach, a nie wtedy, kiedy im na próbę po drodze. Za sukcesami stoją działania, a nie poczucie uskrzydlenia.

Po drugie, brak motywacji może oznaczać, że jesteś zmęczona. Widziałaś kiedyś dziecko, które pije kawę i Red Bulla, żeby skończyć układać puzzle? Dzieci śpią, jedzą i bawią się kiedy chcą, w połowie zabawy często urywa im się film. Im jesteśmy starsi, tym mniej słuchamy swojego ciała. Lekceważenie oznak zmęczenia nie jest niczym rzadkim – odpoczywanie to ciężki kawałek chleba. Mówię o prawdziwym odpoczywaniu, a nie o leżeniu w łóżku i zamartwianiu się tym, że jest sporo pracy.

Zauważyłaś, że na urlopie masz mnóstwo dobrych pomysłów? Wypoczęty umysł może więcej. Sztukę odpoczywania może praktykować każdy, mi pomaga tryb offline, medytacja i godzina nic nierobienia dziennie.

Po trzecie, brak zapału do działania może świadczyć o tym, że robisz coś czego nie lubisz. Łatwiej wykonać coś, co sprawia nam przyjemność. Nie wystarczy stwierdzić, że się czegoś nie lubi. Warto poznawać siebie za pomocą narzędzi, które dostarczają nam informacji o nas samych. Pomocą służą narzędzia psychometryczne, książki, podcasty i webinaria. W kwestii niechęci do wykonywania czegoś, czego nie lubimy warto wspomnieć o często powtarzanym zdaniu głoszącym, że jeśli znajdziesz coś, co lubisz, nigdy więcej nie będziesz musiała pracować. To nie do końca prawda. Większość marzeń wymaga działań nie do końca przyjemnych. Mimo to warto szukać aktywności, w których tych nieprzyjemnych elementów jest najmniej.

Po czwarte, znajdź (realistyczny) cel. Jeśli zaczynasz bieganie od celu 150 km miesięcznie, może ci się odechcieć biegania już po 7 dniach. Osobiste sukcesy potrafią bardzo dowartościowywać, dlatego planuj tak, żeby je odnosić. Jeśli nie masz ochoty gotować zdrowiej, uprawiać sportu czy uczyć się języka obcego, pomyśl o tym, dlaczego zaczęłaś tego od siebie wymagać. Może bez tego nie osiągniesz zamierzonego celu?

Po piąte, poszukaj inspiracji. Jak wspomniałam w punkcie 1, motywacja nie zrobi za ciebie roboty, ale pomoże ci ruszyć z kanapy. Pod względem podglądywania sukcesów innych żyjemy w najlepszych czasach na świecie.

Po szóste, otaczaj się ludźmi, którym się chce. Nic nie demotywuje jak narzekanie i lenistwo, dlatego weź sobie do serca zdanie „Jesteś sumą 5 osób, z którymi najczęściej przebywasz”. Dorośli ludzie mają możliwość dobierania sobie znajomych samodzielnie, dlatego warto poświęcać swój czas osobom, po spotkaniu których czujesz się zainspirowana, a nie przygnębiona.

Myślę, że w kwestii osiągania celów warto nie poddawać się z powodu chwilowego braku motywacji. Zdarza się to nam wszystkim. Nawet Beyonce.