Ukończyła ognisko baletowe i została …. kierowcą rajdowym. Rozmowa z Klaudią Podkalicką.

Spotykam się z Klaudią Podkalicką – kierowcą wyścigowym i rajdowym, zdobywczynią drugiego miejsca w Pucharze Świata, w rajdzie Baja Poland, córką Mariusza Podkalickiego, trzykrotnego Mistrza Polski w wyścigach samochodowych. Porzuciła balet by wejść w męski, niebezpieczny, sportowy świat. Rozmawiamy o rajdzie, ale w rzeczywistości nasza rozmowa jest alegorią życia, bo przecież dla każdej za nas właśnie życie jest prawdziwym rajdem do szczęścia. Zapraszam do lektury.

A.B.:  Jakie były Pani pierwsze wrażenia po rajdzie Baja Poland, jak Pani postrzega te porażkę. To była awaria auta, prawda?

K.P.: Dokładnie tak. Od 7 lat startuję w całym cyklu Mistrzostw Polski, niektórych rundach Europy Centralnej, no i w jednej rundzie Pucharu Świata – jakim jest Baja Poland. Dlatego odważę się powiedzieć, że jest to najlepsza runda w całym cyklu Mistrzostw Polski, Mistrzostw Europy Centralnej a nawet w Pucharze Świata, jak twierdzą również niektórzy zawodnicy. Moje nastawienie, przed każdym startem jest bardzo bojowe. Ale nie ukrywam, że przed Baja Poland jeszcze większe…

Przygotowywaliśmy się przez wiele miesięcy do tego rajdu. Niestety jeśli chodzi o tę dyscyplinę, ważny jest przede wszystkim nie tylko kierowca, ale cały team (zespół), no i przygotowanie samochodu –  chociaż czasami pewnych rzeczy nie da się po prostu przewidzieć – no i szczęście, które musi nam towarzyszyć, żeby to wszystko zagrało. Tutaj zabrało jednego z tych elementów. A dokładnie samochód odmówił posłuszeństwa. Mechanicy przez długi czas próbowali znaleźć usterkę, dwojąc się trojąc nie wiedzieli co jest przyczyną. Nie ma nic gorszego, jak nie wiedzieć co się tak naprawdę stało.

Gdy jakiś element się popsuje, zwykle jesteśmy w stanie go szybko zdiagnozować, natomiast tutaj nie wiedzieliśmy co mu dolega i co mogło być przyczyną tego problemu. Niestety problem okazał się zbyt złożony, aby zweryfikować go podczas rajdu. Dlatego, trzeba było podjąć decyzję o wycofaniu się. To dla każdego sporowca jest bardzo trudne… Co do samego rajdu Baja Poland, była to dla mnie jedna z ważniejszych rund, ze względu na to, że odbywa się między innymi na „moich ziemiach”. Jestem z urodzenia Szczecinianką, w związku z tym Szczecin jest mi bardzo bliski. Mimo tego, iż w nim nie mieszkam, bardzo lubię odwiedzać to miasto. Tym bardziej cieszę się, że to w Szczecinie odbywają się tak ważne zawody jak Puchar Świata w rajdach terenowych. Oczywiście te trasy przebiegają również przez Drawsko Pomorskie, przez Dobrą, dlatego musimy pamiętać, że to nie był sam Szczecin. Pod względem tras i organizacyjnym, wszyscy zawodnicy zawsze bardzo chwalą sobie ten rajd, co mnie bardzo cieszy. Przez wzgląd na to, że jest to moje rodzinne miasto, pojawia się wielu znajomych, przyjaciół, rodziny, która dalej mieszka w Szczecinie , powoduje to u mnie dodatkową tremę  i jeszcze większą chęć walki  – mimo, że ona zawsze jest – ale na „swoich terenach” chcę się pokazać z jak najlepszej strony, aby nie zawieść nikogo…

A.B.: Czasem jest tak, że lęk przez zawiedzeniem najbliższych odbiera siły, ale u Pani jest odwrotnie?

K.P.: Zdecydowanie. Pojawia się jeszcze większa determinacja, więc to wszystko powoduje, że chcę się pokazać z jak najlepszej strony. Czasami jednak to nie wychodzi. To była już dziewiąta Baja, w której startowałam. Dopiero nie dawno zdałam sobie sprawę, że ten czas tak szybko leci. Wydawało mi się, że jest to szósta, siódma, a to już dziewiąta Baja, w której wystartowałam i każdy z tych rajdów udało mi się skończyć. Walcząc o podium, za każdym razem udało mi się na nim stanąć, więc przez osiem lat wracałam z Baja Poland z pucharem w ręku. Zajmowałam różne lokaty – drugie, trzecie a nawet pierwsze. Dziewiątego startu w Baja Poland nie mogę zaliczyć do udanych.

A.B.:  Mówi się dla sportowa celem nie  jest sama gra ale wygrana,  plasowanie się w czołówce. Jak sobie radzi z  emocjami jeśli coś pójdzie nie tak? Zwłaszcza, że czasem nie ma na Pani na to wpływu – właśnie podczas ostatniego rajdu – gdy zawiodła technika.

K.P.: Dokładnie tak. Najczęściej jest tak, że mierzymy siły na zamiary. Gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w stanie powalczyć, to naszym celem są najwyższe lokaty, a dokładnie pierwsze miejsce. Natomiast czasami jest tak, że nie jesteśmy w stanie ukończyć odcinka specjalnego a nawet rajdu rajdu z przyczyn od nas niezależnych. Czasem kończymy odcinek na ostatniej pozycji, bo samochód np. wchodzi w tryb awaryjny, nie chce wkręcać się szybciej niż 2000 obr/min i prostu zaczynamy jechać coraz wolniej. Prawda jest taka, że w motorsporcie nic tak nie boli, jak przegrana przez awarię samochodu. Co jest tak na dobrą sprawę kompletnie niezależne ode mnie. Wtedy pojawia się totalne rozczarowanie, bo widząc rywalizację innych kierowców, którzy jadą dalej – mi pozostaje oglądać rajd w roli kibica, tak to właśnie wyglądało na Baja Poland. Na pewno dla żadnego sportowca nie jest to nic przyjemnego, można to nazwać porażką.

Pozostaje mi tylko, jak najszybciej się z tego otrząsnąć, i wziąć udział w kolejnych startach.

W ogólnej klasyfikacji jestem teraz na trzeciej pozycji. Straciłam przez to trochę punktów, żeby walczyć o Mistrza Polski, ale trzeba być mocnym. Ten sport ogólnie wymaga dużego zaangażowania, a przede wszystkim wiary w siebie i odporności na stres, mimo że są przeciwności. Tak na dobrą sprawę wszystko poukładało się kompletnie nie po mojej myśli, a to na pewno nie pomaga w tym, aby się podnieść.

A.B.: Co można kiedy wszystko idzie niezgodnienaszym planem, aby się podnieść i dalej walczyć?

K.P.: Dla mnie cały czas motywacją jest myśl o kolejnym rajdzie. Skupiam się na kolejnych startach.

Na to, co się zdarzyło już kompletnie nie mam wpływu.

Teraz mechanicy muszą się głowić, co było przyczyną i jak temu zapobiec. Natomiast mi pozostaje tylko silna motywacja, trochę sportu  i wsparcie rodziny i kibiców, którzy dodają otuchy, mówią, aby wierzyć w siebie – to mnie też bardzo motywuje, żeby nie chować głowy w piasek  i nie myśleć o tym, co się stało, bo nie ma na to czasu.

A.B.: To chyba jest domeną sportowców. Gdy rozmawiałam na ten temat z Moniką Pyrek, także powiedziała, że sportowiec nigdy nie rozpatruje tego co było. Po wydarzeniu – natychmiast skupia się na kolejnych celach? 

K.P.: Wiadomo, że tak. Takie sytuacje są bardzo depresyjne, dlatego jeśli będziemy się w to zagłębiać, możemy spowodować, że do kolejnego startu nie będziemy dobrze przygotowani.

Rozmyślając o tym, czy na następnym rajdzie też nam się to zdarzy – już na dobrą sprawę startujemy z porażką. Musimy mieć tzw. „trzeźwy umysł” i uważać, aby nie popełniać błędów.

Rajdy terenowe charakteryzują się długimi odcinkami,  dlatego przez długi czas trzeba być cały czas skoncentrowanym, bo każda dekoncentracja powoduje zwolnienie tempa. Dlatego im bardziej jesteśmy skoncentrowani i skupieni na jeździe, tym później są lepsze rezultaty.

A.B.: Myśli Pani, że takie rozpamiętywanie – jeśli chodzi o sport – jest typowo kobiecą domeną, czy płeć tu nie gra roli? Czy każdego sportowca może dotknąć depresja, rozpamiętywanie porażek i załamanie?

K.P.: Wydaje mi się, że pod tym względem mężczyźni są o wiele bardziej twardzi i inaczej do pewnych rzeczy podchodzą.

My faktycznie jesteśmy bardziej wrażliwe, mocniej niektóre sprawy nas dotykają, smucą – ale walczymy zawsze do końca, mężczyźni często poddają się szybciej, wycofują, nie walczą do końca.

Natomiast kobieta jest na tyle zawzięta, że jak się na coś uprze, to nie ma najmniejszej możliwości, żeby ktoś ją zatrzymał. Miałam okazję zaobserwować to na różnych odcinkach, na przykład – podczas zakopania się,

…mężczyźni często stoją i czekają na cud z nieba – a ja od razu działam; biorę łopatę, zatrzymuję inne samochody, żeby ktoś mi pomógł lub sama działam z moim pilotem.

Także u nas nie ma takiej możliwości,  żeby się poddać.  Z resztą widać po wielu znanych kobietach – kierowcach, że mają tą determinację, której często niestety mężczyznom brakuje.

A.B.: Jak Pani myśli… dlaczego kobiet jest dużo mniej niż mężczyzn w takich sportach, z czego to może wynikać?

K.P.: Na pewno dużą rolę odgrywa tu wiara w siebie. Wiele kobiet z założenia myśli, że są złymi kierowcami. Wciąż funkcjonuje określenie „baba za kierownicą” – tak się przyjęło. A wiele kobiet nawet nigdy nie spróbowało, choćby jazdy gokartami,  aby zobaczyć, czy ma się do tego „smykałkę”. Moje koleżanki często zadają mi pytania, i interesują się motoryzacją – mają dość obszerną wiedzę, a na pytanie, dlaczego same nie spróbują, odpowiadają:

mój mąż chyba by mnie zabił, ja nie umiałabym jeździć.

Także mężczyźni wcale nam w tym nie pomagają. Dostaję wiele listów, wiele maili, z pytaniami jak zacząć, co zrobić, a czy mój mąż się na to zgodzi ….I wszyscy od początku ucinają nam myśli na ten temat. To jest jedna z przyczyn, dla których kobiety rezygnują. Drugą przyczyną oczywiście są finanse. Znam wiele dziewczyn, które zaczęły jazdę na torach kartingowych, na gokartach i po pewnym czasie, zabrakło tego budżetu, który pomógłby im rozwijać się dalej – ten sport jest bardzo drogi.  Bez jakikolwiek finansów nie jesteśmy w stanie ruszyć z miejsca. Jeśli mamy możliwość znaleźć jakiegoś sponsora, lub nasi rodzice, dziadkowie mogą pomóc, to jest to świetny start. Bez środków, bez żadnego budżetu, po prostu się nie da tego zrobić.

A.B.: Jaki jest średni budżet miesięczny, roczny – żeby efektywnie trenować?

K.P.: Każda dyscyplina ma inne koszty. Inne są w rajdach terenowych, inne  w rajdach płaskich i wyścigach. Moim marzeniem jest oczywiście rajd Dakar. Usilnie próbuję wystartować od pięciu lat, zbierając środki. Jest to jedyna przeciwność, która stoi mi na drodze do tego, aby w tym rajdzie wystartować. Jeśli chodzi o kwoty, zaczynają się one od 1mln zł. a potrafią sięgać nawet do 5 – 6 mln.  Są to olbrzymie pieniądze. Natomiast ja w pierwszym rajdzie, chciałabym pojechać niekoniecznie samochodem „topowym”, z najlepszej fabryki, więc nasz koszt obliczyliśmy na ok. 1,5 mln, żeby móc się do tego przygotować i wystartować.  Jeśli chodzi o rajdy terenowe, to też koszty są tu zależne od samochodu, którym startujemy, w jakiej klasie. Mogą być to też milionowe budżety, lub w granicach 200 -300 tysięcy, więc rozbieżność jest duża. Dlatego, ile jesteśmy w stanie wygenerować budżetu – tak przygotujemy się do pewnych rzeczy. Będziemy więcej trenować i nasz sprzęt będzie lepiej dozbrojony. W tym sporcie niestety, gdzie się nie obejrzymy, tam potrzebne są rzeczywiście duże pieniądze, szkoda, że jest tak mało sponsorów. Koszt, na przykład – jednej opony to ok. 2,5 tys. zł, a tych opon na jeden rajd potrzebujemy przynajmniej cztery. Chociaż powinno być ich sześć. Plus wpisowe,  samochód, który wypożyczamy lub kupujemy, itd.  Także te koszty, niestety wciąż rosną. Wszystko staje się coraz droższe. Istotna jest też cała logistyka, transportowanie samochodu, hotele, wyżywienie. W tym sporcie nie tylko ważna jest determinacja i motywacja, ale też finanse na dalszy rozwój.

A.B.: A jak  jeździ na co dzień? Korci Panią np szybkie wystartowanie np. z czerwonych świateł?

K.P.: Nie. Przez to, że mam wiele treningów, zawodów, moja adrenalina znajduje ujście i mi to w zupełności wystarcza. Jeśli potrzebuję się wyżyć za kierownicą, wsiadam sobie w swoją terenówkę i jadę za miasto. Natomiast, jeżeli chodzi o drogę, niektórzy kierowcy nie mają doświadczenia w tym, jak samochód zachowuje się na różnych nawierzchniach i prędkościach, przez co nieświadomie stwarzają zagrożenie dla innych. Dlatego ja bezpieczniej czuję się na odcinkach specjalnych, gdzie jestem zdana sama na siebie i sama odpowiadam za swoje błędy. Na ulicach nigdy nie doprowadzam do takiej sytuacji, żeby się z kimś ścigać. Zdaje sobie sprawę z bezpieczeństwa i jestem świadomym kierowcą.

A.B.: A jak reaguje rodzina na Pani hobby, boją się, martwią…?

K.P.: Moja mama bardzo długo nie mogła pogodzić się z tym, że startuję w wyścigach. I przyjeżdżała rzadko na moje zawody. Po kilku latach zmieniło się to na lepsze. Oczywiście zapewne nadal jej najszczęśliwszym dniem w życiu będzie dzień, w którym oznajmię, że już nie jeżdżę, jednak stara się z tym godzić. Natomiast mój mąż i tata działają na mnie bardzo motywująco i dają mi czasami tzw. „kopa”, abym się otrząsnęła i szła do przodu. Reszta rodziny – podziwia – że baletnica, która skończyła ognisko baletowe, nagle wsiadła do samochodu i się ściga. Także dla wielu osób jest to jeszcze dużym zdziwieniem i niedowierzaniem. Balet nadal bardzo lubię, ale na pewno nie wrócę już do tańca, bo 10 lat przerwy nie daje już możliwości, no i wiek nie ten.

A.B.: Jak Pani reaguje na różnego komentarze zabarwione negatywnie, hejty, niepochlebne, szowinistyczne komentarze? Spotkała się Pani z takimi niepochlebnymi opiniami bezpośrednio?

K.P.: Staram się nie czytać komentarzy.  Nie chcę nad tym za dużo rozmyślać. Natomiast początki u mnie były bardzo trudne. Kiedy jeździłam jeszcze  w wyścigach jako jedna z niewielu kobiet, często spotykałam się z zachowaniem nie fair ze strony mężczyzn, którzy nie mogli pogodzić się z faktem, że kobieta może być od nich lepsza. Spotkała mnie nawet taka sytuacja, w której walczyłam z pewnym chłopakiem podczas wyścigu, i uderzył on tył mojego samochodu, gdzie przy 120 km/h uderzyłam czołowo w bandę. Skutkiem były problemy z kręgami szyjnymi.

Na pytanie dlaczego tak się zachował, odpowiedział, że mnie lubi i szanuje, ale w momencie, gdy go wyprzedzałam, nie mógł postąpić inaczej. Miałam bardzo dużo takich sytuacji i w pewnym momencie włączyła się we mnie blokada. Do tego stopnia, że gdy wsiadałam do samochodu, myślałam tylko o tym, kto we mnie uderzy.

To wszystko spowodowało, że zaczęłam wolniej jeździć, bałam się tego kontaktu „blacha – blacha”. Dlatego między innymi skończyłam z wyścigami i zaczęłam startować w rajdach. Gdy wygrywałam, nikt tak naprawdę do końca nie wierzył, że to ja siedziałam z kierownicą tego samochodu. To spowodowało u mnie chęć pokazania wszystkim, że to ja sama pracuję na swój sukces, i nikt mi w tym nie pomaga. To udowadnianie trwało trochę czasu, jednak zauważyłam, że zawodnicy zaczynają mnie szanować. Zdecydowanie nie jest łatwo kobietom wypracować sobie taki szacunek.

A.B.: W dodatku jest Pani piękną kobietą, blondynką, to prowokuje do co najmniej niewybrednych żartów…

K.P.:  No nie jest to na pewno łatwa sytuacja dla mężczyzn. We mnie wyzwoliło to jeszcze większą determinację i chęć walki. Gdy wygrywam i staję na podium, sformułowanie „baba za kierownicą” nikomu już nie przychodzi do głowy. Trzeba udowodnić facetom, że kobieta też może być w tym dobra i trzeba ją szanować. Teraz jednak jestem już na innym etapie, choć hejty nadal się zdarzają. Dlatego trzeba wciąż walczyć i się motywować.

A.B.: Kiedy oglądałam jeden z Pani startów, uderzyło mnie to, że przy bramkach, na linii startu stały dwie piękne dziewczyny, ubrane na biało – czerwono, jak kukiełki przy przejeździe każdego zawodnika schodziły i wchodziły na podest.  To był ich jedyna rola. Myśli Pani, że jest się o co czepiać, że kobiety w sportach motorowych są jednak traktowane jako ozdoby, śliczne ale jednak tło? Czy może podejść do tego z dystansem i poprosić, by w przyszłym roku, także panowie stali, ubrani w obcisłe legginsy i machali chorągiewkami?

K.P.:  Od zawsze wyścigom towarzyszą hostessy. Dla tych dziewczyn też jest to jakiegoś rodzaju atrakcja. Biorą one udziały w konkursach , aby zostać hostessą i uczestniczyć w organizacji takiego rajdu. Miałam kiedyś taką sytuację, podczas startu w wyścigach, że postawiono mi przy samochodzie właśnie taką piękną panią, w obcisłych legginsach, z biustem na wierzchu. W związku z tym zaapelowałam, że jest mi niezręcznie w tej sytuacji, i czy mogłabym poprosić o jakiegoś przystojnego pana, który byłby przy mnie przed startem. Jednak ten pomysł nie do końca się wszystkim spodobał, więc stanęło na tym, że nie miałam nikogo.

To powiązanie motoryzacji i pięknych kobiet, jest mocno zakorzenione i chyba ciężko byłoby to zmienić. Dla mężczyzn startujących, ważna jest też oprawa, estetyka wyścigu, natomiast my startujemy po to, aby wygrać.  Ja już tak do tego przywykłam, że nie zawsze dostrzegam te panie, ale myślę, że panowie na pewno zwracają uwagę.

A.B.: Cóż… zostaje mi zatem trzymać kciuki za kolejny etap w Pani karierze i życzyć powodzenia. Dziękuję za rozmowę

K.P.: Dziękuję.

Rozmawiała Agata Baryła, opracowała: Emilia Bobak

Klaudia Podkalicka

Jest kierowcą rajdowym i wyścigowym. Swoją przygodę rozpoczęła w wieku 13 lat, startując w konkursach jazdy zręcznościowej. W wieku 15 lat została członkiem i zawodnikiem Automobilklubu Szczecińskiego, rozpoczynając starty w rajdach samochodowych jako pilot i kierowca. Jest córką Mariusza Podkalickiego, trzykrotnego Mistrza Polski w wyścigach samochodowych. Wspólnie z nim prowadzi Akademię Bezpiecznej Jazdy – Pro Driving Team Podkalicki. Motorsport to jej największa satysfakcja, która stanowi kontynuację rodzinnej tradycji.

Jej największe sukcesy

2016 3. miejsce w Pucharze Świata – Baja Poland | 2016 3. miejsce w Mistrzostwach Polski – Baja Poland | 2016 3. miejsce w Mistrzostwa Polski – Baja Czarna | 2015 II vice Mistrz Polski | 2015 II vice Mistrz Europy Centralnej | 2015 2. miejsce w Pucharze Świata – Baja Poland | 2015 1. miejsce w Mistrzostwach Polski – Baja Poland 2015 | 2. miejsce w Mistrzostwach Polski – Baja Inter Cars 2015 | 3. miejsce w klasie T2 – Rajd Baja Drawsko (Mistrzostwa Polski i FIA CEZ) | 2014 2. miejsce w klasie T2 – Rajd Baja Poland (Puchar Świata) | 2013 2. miejsce w klasie T2 – Rajd Baja Poland (Mistrzostwa Polski) | 2013 11. miejsce w pierwszej rundzie Volkswagen Castrol Cup Tor Poznań | 2012 Wygrany prolog i 8. miejsce w klasie T2 – Rajd Rabakoz Cup 2012 | 2010 5. miejsce w klasie T2 – II Rajd Baja Poland | 2009 3. miejsce w klasie T1 – I Rajd Baja Poland | 2008 Najszybsza kobieta w 46. Rajdzie Barbórki | 2007 Vicemistrzostwo ADAC Logan Cup | 2006 Najszybsza kobieta w pucharze Kia Picanto Cup, w klasyfikacji generalnej – 15. miejsce | 2005 2. miejsce jako pilot załogi – Puchar Polski Automobilklubów i Klubów w klasie 4 | 2004 4. miejsce jako pilot załogi – XXV Rajd Magnolii | 2002 Mistrzostwo województwa Zachodniopomorskiego