WYGRANA – felieton Anny Bajus

WYGRANA

Wyobraźmy sobie taką sytuację: jesteśmy w Sztokholmie, trwa rozdanie nagród Nobla. Na scenę wychodzi kilkudziesięcioletni mężczyzna po odbiór nagrody. Wysoki, przystojny i elegancko ubrany. Nieistotne jest, z jakiej dziedziny oraz bez znaczenia jest to, czy pracował na to kilka, czy kilkanaście lat. Ważna jest przemowa, którą zaprezentował po odebraniu tej najbardziej prestiżowej nagrody naukowej na świecie. Opowiada w niej o swoim życiu, o tym, jak bardzo wspierała go w dążeniu do sukcesu jego żona oraz jak wielką motywacją była dla niego jego maleńka córeczka. Jak bardzo cieszył się, wiedząc, że ma tak wspaniałą rodzinę, która jest dla niego oparciem. Jak wiele siły i odwagi potrzebnych do przebrnięcia przez skomplikowane zadania dostarczało mu jedno spojrzenie na jego małą dziewczynkę bawiącą się lalkami. Jak każdego dnia budził się, czując zapach ciepłego pieczywa pieczonego przez jego żonę, który przywodził mu na myśl jego rodzinny dom. I wtedy przeszedł do głównej części swojego przemówienia. Podziękowania dla rodziców.

Nie ma chyba nic cenniejszego dla rodzica, niż dziecko mówiące, że bez nich nigdy nie zaszliby tak daleko i jak bardzo jest im za wszystko wdzięczne. Wyobraźmy sobie, że dziękował za te wszystkie lata poświęceń przy jego wychowaniu, inwestowaniu w naukę i edukację. Za walkę z przeciwnościami losu oraz za przezwyciężenie jego własnych słabości w okresie dorastania. Wspominał, jak wielką siłę dały mu te zwykłe chwile, gdy szli w trójkę do parku, gdy jeździli razem na wycieczki, na grzyby. Dziękował za wpojenie mu podstawowych wartości, pokazanie, na czym polega przyjaźń, lojalność. Za wszystkie chwile, gdy załamany myślał, że już niczego nie osiągnie, że zaprzepaścił wszystko przez swoje lenistwo i młodzieńczy bunt, a oni wyciągali go z różnych tarapatów i tłumaczyli, że jeden upadek nie może stanowić zaprzestania ku drodze ku spełnianiu swoich marzeń. Gdy raz uciekł z lekcji na koncert rockowy swojego ulubionego zespołu, bo namówili go do tego koledzy, nie spotkała go za to surowa kara, a szczera rozmowa, przez którą poczuł znacznie większe wyrzuty sumienia, niż gdyby miał dostać za to lanie i usłyszeć krzyki. Dzięki temu nauczył się, że wszystko można rozwiązać poprzez rozmowę. Za to, że pokochali i zaakceptowali jak córkę wybrankę jego serca, przyszłą żonę. Wspierali, gdy młodzi brali ślub, oraz cieszyli się razem z nimi narodzinami ich córeczki.
To na ich przykładzie nauczył się, że można pogodzić rozwój kariery naukowej z życiem rodzinnym, choć wymaga to wielu poświęceń i wyrzeczeń. A przede wszystkim dziękował rodzicom za to, że nauczyli go kochać tak, jak oni kochali siebie, że nauczyli go tej miłości i szacunku dla drugiej osoby.

Piękne i prawdziwe słowa płynące prosto z serca dorosłego mężczyzny. Coś wielkiego, a jednocześnie nic niezwykłego. A teraz wyobraźmy sobie ostatnią rzecz: że jego rodzice to homoseksualna para.

Autorka: Anna Bajus

O autorce: Anna Bajus –   absolwentka psychologii klinicznej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Żyje z pasją i uważnością. Mama żywiołowego dwulatka. Zawodowo zgłębia problematykę „mindfulness”, prywatnie rodzicielstwa bliskości. Odpręża ją lektura książki „Ania z Zielonego Wzgórza” i spacery po lesie.

 

 

foto: By Kimberly Smith – originally posted to Flickr as Kimbo Kissing Carolyn rszd, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=7453743

Pixabay