Dlaczego mężczyźni nie rozumieją kobiet cz III

Poniższy artykuł był e-bookiem, który specjalnie dla kobiet przygotowałem w ramach specjalnych, kobiecych szkoleń z asertywności. Być może kogoś zainteresuje, być może komuś się przyda.

Zapraszam do III części lektury. pierwsza część tutaj, druga tutaj

4. Maksymalny dysonans. Słowo o najbardziej przykrych skutkach nieporozumień

Niewiele tak naprawdę znam udanych związków. Z pewnością znacznie więcej znam nieudanych. Zauważyłem, że po latach wspólnego pożycia, pomiędzy dwojgiem osób sytuacja zazwyczaj rozwija się ostatecznie w jeden z czterech podstawowych scenariuszy:

a. dwie osoby tworzą szczęśliwy i naprawdę udany związek – to najrzadszy scenariusz. Taki rozwój sytuacji wynika zapewne z udanego doboru partnerów, ale także z ich ciężkiej pracy nad sobą i własnym związkiem. To efekt bycia ze sobą na dobre i złe, pomimo wszelkich burz i wichrów, momentów zwątpienia i kryzysów, których w żadnym związku nie brakuje. Wydaje się, że każdy kolejny, przebyty kryzys wzmacnia więź pomiędzy takimi ludźmi. Po latach wspólnego żeglowania po zmiennym oceanie uczuć zazwyczaj świetnie się rozumieją i tworzą wokół siebie przyjemny klimat przyjaźni, pewności i nadziei. Jeśli znasz taką parę – zapytaj o sposób na długowieczność związku. Jestem pewien, że opowiedzą Ci przede wszystkim o bitwach i wojnach, jakie nieraz ze sobą prowadzili…

b. partnerzy przechodzą kolejne, ostre kryzysy związku. W końcu następuje rozpad. To sytuacja bardzo częsta. Dwie osoby, na fali wzajemnej fascynacji, trochę zbyt szybko podejmują decyzję o wspólnej przyszłości. Kiedy życie zaczyna pisać swą prozę, wspólna droga pod górę okazuje się zbyt trudna. Partnerzy podejmują mniej lub bardziej wymuszone próby ratowania związku. Tak naprawdę, oko psychologa szybko widzi, że dalsza walka nie ma już po prostu sensu. Dwoje ludzi postanawia się rozstać. W sądzie mówią: „niezgodność charakterów”. Czasami zresztą sytuacja taka ma miejsce po naprawdę wielu latach wspólnego życia.

c. partnerzy trwają ze sobą, mimo ciągłych burz i braku zrozumienia. Z dzieciństwa pamiętam parę, która regularnie co wieczór urządzała głośną awanturę. Zazwyczaj z rękoczynami i niszczeniem domowych sprzętów. Ludzie ci żyli ze sobą wiele lat i choć my, jako dzieci, przekonani byliśmy, że każda awantura skończy się rozwodem lub jakąś prawdziwą tragedią, oni codziennie rano spacerowali trzymając się za ręce. Scenariusz ten powtarzał się niezmiennie. W tym akurat przypadku być może chodziło o dostarczenie sobie jakichś mocniejszych wrażeń i rozpędzenie nudy codziennego dnia. Czasami jednak ludzie trwają ze sobą pomimo faktu, że nie pasują do siebie pod żadnym względem, nie rozumieją w żadnym temacie pod słońcem, na każdy problem mają inne spojrzenie i nic ich ze sobą właściwie nie łączy. Dla zewnętrznego obserwatora związek taki jest ciągłym koszmarem, męką, drogą krzyżową, partnerzy zaś trwają ze sobą mimo wszelkich sugestii otoczenia, by wreszcie się może rozstali…

d. partnerzy żyją w dwóch, zupełnie odrębnych światach. To także wyjątkowo częsty, w obecnych czasach coraz częstszy stan rzeczy. Przyznam, że taki sposób na życie od lat niezmiennie mnie zdumiewa. Związek sprawia wrażenie przemyślanego układu: „pobieramy się, zakładamy rodzinę, ty masz swoje życie, ja swoje, ty robisz co chcesz, ja robię, co mi się podoba, a w Wigilię szczęśliwi i uśmiechnięci siedzimy ze wszystkimi przy jednym stole. Na rodzinnych imprezach prezentujemy się nienagannie, konieczne formalności załatwiamy razem, ale poza tym nic ci do moich spraw, ani mnie do twoich”. Patrząc krytycznie nie sposób nie docenić pewnych zalet takiego modelu współżycia.

Bez wątpienia konflikty pomiędzy dwojgiem bliskich sobie osób są zjawiskiem bardzo złożonym i często trudnym do jednoznacznego wyjaśnienia. W tym opracowaniu staram się sprowadzić partnerskie nieporozumienia do problemów wynikających z nieprawidłowej komunikacji, choć takie ujęcie sprawy naraża mnie na zarzut zbytnich uproszczeń i jednostronności. W gruncie rzeczy zaburzona komunikacja jest tylko jednym, bardzo istotnym powodem braku porozumienia pomiędzy dwojgiem ludzi.

Na ostateczny rozpad związku składa się mnóstwo bardzo różnorodnych czynników. Wiele z nich pozostaje całkowicie poza kontrolą osób zainteresowanych. Te jednak, na które można wpływać, można również poprawić, a to czasami wystarczy by przetrwać najtrudniejszy okres związku. Jak poprawić? Najlepiej poprzez specjalistyczny trening pod okiem bezstronnego specjalisty (to, rzecz jasna, subtelna reklama prowadzonych przeze mnie szkoleń).

Jeszcze w poprzednim pokoleniu z rozwodami nie było tak prosto. Dwoje ludzi, zawierając związek małżeński, planowało wspólną przyszłość raczej do grobowej deski. Za mocą tej decyzji stały zarówno emocjonalne, jak i praktyczne, a nierzadko również obyczajowe względy. Rozwód był spostrzegany jako porażka i skutkował ciężkim piętnem. Tak ciężkim, że wiele par wolało znosić niekończące się męki codziennych nieporozumień czy nawet wojen niż rozstać się w cywilizowanym porozumieniu i w majestacie prawa.

Dzisiaj spotykam wiele młodych osób, które jeszcze przed ślubem biorą pod uwagę perspektywę ewentualnego rozwodu. Małżeństwo bywa czasem po prostu pewnym kontraktem i jak każdy kontrakt – musi zawierać ściśle określone regulacje na okoliczność możliwych niepowodzeń. Z całą pewnością związek traci w ten sposób część swojej romantycznej wartości, ale dostępność i łatwość przeprowadzania rozwodu ma również swoje wielkie zalety. Bo jeszcze jedno – dwa pokolenia temu nieszczęśliwi partnerzy, pod ogromną presją społeczną, nienawidząc się nawzajem, z wielkim bólem dźwigali wspólny ciężar codziennego koszmaru.

Zauważyłem też inną, ciekawą prawidłowość – otóż kiedy małżeństwo trafia do gabinetu psychologa bardzo często szybko okazuje się, że nie ma już czego ratować. Samo sięgnięcie po pomoc psychologiczną bywa specyficznym objawem nieodwracalnego rozpadu związku. Doświadczony diagnosta orientuje się bowiem po kilku spotkaniach (lub dużo prędzej…), że wizyta u psychologa ma być dla pary sposobem na rozstanie bez wyrzutów sumienia w sytuacji, kiedy każdy z małżonków nie marzy już o niczym innym poza tym, by móc wreszcie przestać widywać partnera. Oczyszczenie odbywa się na zasadzie: „Bo przecież naprawdę próbowaliśmy – byliśmy nawet u psychologa…! który zresztą wcale nie pomógł”.

Mimo wszystko jednak zwróć uwagę, że bywają na świecie pary rozumiejące się całkiem nieźle. Czy znaczy to, że w tych związkach kobiety są mniej kobiece a mężczyźni mniej męscy? Z całą pewnością nie. Umiejętność trwania w pozytywnej, wartościowej relacji zapewne zależy od bardzo wielu czynników. Jednym z nich jest zwykła „dobroć dopasowania” (pojęcie tak naprawdę zaczerpnięte ze statystyki) czyli po prostu to, jak bardzo ludzie do siebie pasują, jak wiele ich łączy, ile mają wspólnych marzeń, celów, dążeń itd. Wiele zależy od czynników właściwie losowych, czyli od zwykłego szczęścia.

Pewien jestem jednak, że tajemnica sukcesu w głównej mierze tkwi w umiejętności skutecznego porozumiewania się.

C.D.N….

Autor: Wojciech Imielski

żródło: Atelis