W przerwie pomiędzy jednym związkiem a drugim warto na chwilę odpuścić nerwowe przeczesywanie Tindera – chłopaki i dziewczyny zawsze tam będą. Nie polecam również szukania na siłę człowieka-plastra, jeśli ślad po poprzedniej relacji nie jest zadrapaniem, tylko złamaniem otwartym.

Większość z nas doświadczyła rozstania. Niezależnie od przyczyn zakończenia relacji możemy odczuwać pokusę przeprowadzenia ekspresowej rekrutacji na świeżo zwolnione stanowisko miłosne. Wiem, że zrobisz co zechcesz, ale mam dla Ciebie 2 zadania domowe, które polecam wykonać solo.

Ćwiczenie 1: Wyobraź sobie, że…

Weź kartkę i długopis. Znajdź minimum pół godziny i miejsce, w którym nikt nie będzie Ci przeszkadzał. Pomyśl sobie, że nigdy nie będziesz w związku. Tak, nigdy. Nie dlatego, że jesteś beznadziejna i nikt nigdy nie zwróci na Ciebie uwagi. Wyobraź sobie swoje dobre życie z jakiego jesteś naprawdę zadowolona. Życie zawodowe, osobiste, zdrowotne, także te związane z relacjami z rodziną i przyjaciółmi.

Czego Ci brakuje? Czy żyjesz tak, jak chcesz?

Jeśli nie, nowy partner/partnerka (tekst adresuję do kobiet heteronormatywnych i nieheteronormatywnych) niekoniecznie Ci w tym pomogą. Wojtek Eichelberger powiedział, że dobry związek to relacja ludzi, którzy siebie nie potrzebują. Dlaczego są razem? Bo chcą. Ludzie Ci potrafiliby być szczęśliwi osobno. Pytanie brzmi, czy potrafisz funkcjonować bez relacji romantycznej z drugim człowiekiem.

Napisz lub narysuj swoje dobre życie. Może okazać się, że szukasz drugiej osoby, bo boisz się pozostać sama, masz niskie poczucie własnej wartości, nie radzisz sobie z organizacją życia itd. Dobrze jest zrobić porządek u siebie i dopiero wtedy zapraszać kogoś do wspólnego kroczenia przez codzienność.

Jeżeli uznajesz swoje życie za wystarczająco dobre bez relacji – brawo. Warto kroczyć przez świat z poczuciem, że jest się wartościowym człowiekiem.

Ćwiczenie 2: Czego właściwie szukam?

Wypisz 20 cech pożądanych u osoby, z którą mogłabyś być. Nie po to, żeby na randce zamiast jeść aglio olio odhaczać checklistę. Spokojnie pomyśl, czego oczekujesz od partnera/partnerki. To szczególnie ważne w przypadku osób, które dość szybko stwierdzają, że “to nie to” lub wybierają osoby z podobnym zestawem cech, który doprowadza do rozpadu relacji.

Z biegiem czasu/liczbą randek lista ta oczywiście może się zmieniać. Dobrze jednak zdawać sobie sprawę z tego, jakie jest nasze bazowe, jeśli chodzi o wymagania. Jeżeli kochasz sport i spędzanie czasu na świeżym powietrzu, możesz czuć się rozczarowana tym, że osoba z którą jesteś woli spędzać wieczór z Netlixem i kołdrą. Nie oznacza to, że z takim człowiem będziesz nieszczęśliwa. Pomyśl: Czy jest to dla Ciebie ważne, żeby mieć z partnerem/partnerką wspólne pasje czy raczej cenisz sobie posiadanie osobnych zainteresowań, bo do biegania chłopak/dziewczyna nie są Ci potrzebni?

Zdarza się, że osoba od Netflixa zawsze była osobą od Neflixa. Nigdy nie miała Endomondo, ale świetnie orientuje się w Pyszne.pl. Ty za to nie zwróciłaś na to uwagi i po kilku miesiącach wracasz z joggingu obrażona, bo nie spędzacie razem czasu. Jeżeli masz tego typu grzech na sumieniu, zrób sobię tę listę. Często okazuje się, że to nie ludzie nas oszukują, a my sami.

Ćwiczenia te nie mają magicznej mocy leczenia złamanego serca, wytworzenia w mózgu radaru wyłapującego ludzi-padalców (toksyczne typki i toksyczne typy) czy pracy terapeutycznej do czwartego pokolenia wstecz. Pomogą Ci za to zrobić coś bardzo ważnego (zawsze i wszędzie) – skupić się na sobie. Przy większych załamaniach emocjonalnych warto poszukać wsparcia specjalistów, przyjaciół, rodziny. Gdy minie jakiś czas i ściągniesz Tindera, uważaj na ludzi z “Netflix&Chill” w opisie. Z mojego doświadczenia wynika, że nie wychodzi z tego nic dobrego.

 

Autorka: Kamila Bieniecka